Kategorie: Wszystkie |
RSS
niedziela, 20 listopada 2005
eh

rozkładam się. normalnie. taki stan rozkładu. co to jak gołąb jest w takim stanie to pociąga niesamowicie mojego canisa i canis wtedy idzie i wyciera się w gołębia będąc zapewne przekonanym, że teraz nabiera prawdziwie męskiego (psiego?) zapachu. a potem po powrocie do domu, muszę go zniewieścić jakimś kwiatowym szamponem, albo takim o zapachu mleka i miodu... czyli generalnie fuj!

no i właśnie ja się tak rozkładam. atakują mnie koty. albowiem ponieważ ostatnio raczej gościem jestem w domu (hotelu?? noclegowni??) więc wyczaiły, że skoro już jestem chora i nie mam siły się bronić to należy wykorzystać ten moment i się naprzytulać na zapas. jakkolwiek miłe by to nie było sierść mam teraz wszędzie. w uszach tyż...

a leżeć muszę, bo jutro jest nowy dzień! jak szumnie głoszą bilboardy. a ja w ten nowy dzień! do fabryki podążyć muszę. zmierzyć się z rzeczywistością. już naprawdę nie mogę się doczekać... Nowy Dzień! i już mam uśmiech numer 10. i życie staje się lepsze. A jeśli jednak się zdenerwuję (nie wiedzieć czemu) to wezmę sobie persen. A jeśli zasnąć mogła nie będę to melatoninę...

dobra. nie narzekam. idę do łóżka pośnić (poślinić się...? :) ) o koniach w galopie. brykałam w ubiegły łikend, ale ubiegł już i ledwo pamiętam, że brykałam a bryknęłabym znowu.

Gdybym tak wygrała 13 milioników (ale pewnie nie wygram, bo zapomniałam zagrać) to kupiłabym sobie konika. i domek. i stajenkę. i pole i kawałek lasu, gdzie mogłabym brykać. i samochodzik, żeby do tego domku dojechać. i wilczaka, bo marzę o nim od lat. i pracowałabym dla przyjemności, a nie dla kasy...

i na tym kończę.

10:36, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 31 października 2005
jupi! :)

pieniądze szczęścia nie dają, ino zakupy. tak?

no więc ja rozpływam się teraz ze szczęścia :)

wiecie, to niesamowite uczucie, po kilku miesiącach ścisłej diety zakupowej pójść i wydać pół pensji :) kupić wymarzony płaszczyk, ukochane perfumy... a wszystko takie drooogie (bo wszystko w galeriach i innych parkach jest drogie) i (uwaga! to ważne!) nie mieć wyrzutów sumienia :)))

jak mi błogo :)

za godzinę lecę do fryzjera hihihi

PS. Występ się udał. co prawda miejscami pojechaliśmy po tekście, ale o tym wiemy tylko my, bo publika nie ma skryptów :) W sobotę znowu :) Ah, wreszcie ciężka praca przynosi satysfakcję... cudowne uczucie :)

08:00, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (3) »
sobota, 29 października 2005
wizyta

tak to chyba mogę określić. wizyta wiedźmy na własnym blogu.

tyle rzeczy się działo w międzyczasie, że nie wiem nawet od czego zacząć... Nowa praca w starym miejscu wciąga. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam lunch i inne takie niepotrzebne duperele. Ale jest fajnie. Nie mogę narzekać. Może jeszcze z miesiąc i się przyzwyczaję na dobre.

chociaż... w tym co robię trzeba być bardzo dokładnym. Jak aptekarz. a widział ktoś dokładną wiedźmę? Wiedźmy są chaotyczne, bo pochodzą z chaosu właśnie... no i cóż, myślę, że ta praca to jednak chwilowa. Marzy mi się zostanie trenerem i szkolenia.

Ale na razie i tak nie mam czasu marzyć, bo wszelkie wolne chwile zasysa kabaret. Dziś próba generalna. I choć byłam piekielnie zmęczona i myślałam, że zasnę jak kłoda, to nie zasnęłam... stres. Kurczę... chyba muszę pójść na jakiś warsztat antystresowy, albo inną cholerę.

i tak patrzę na to co napisałam - wygląda jak list do domu, albo raczej do bloga... w każdym razie nie zapomniałam, ale czasu nie mam...

BTW kiedy dadzą nam tą godzinę, którą zabrali na wiosnę????

07:31, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 września 2005
goodbye kiss

napisałam przed chwilą ładną notkę pożegnalną, ale mi ją zeżarło. Ale to przecież nic dziwnego... no ale przydarza mi się to po raz ostatni, bo...

wygląda na to, że to koniec bloga...

bo zwykle pisałam w czasie pracy. bez trudu mogłam znaleźć na to chwilkę, ale teraz, na nowym stanowisku będąc, nie będę miała na to czasu.

pozdrawiam was drodzy Czytelnicy

powodzenia!

14:35, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (7) »
czwartek, 08 września 2005
spoffrotem...

tak, tak... wróciłam już w niedzielę... krótko, wiem... :(

W poniedziałek poszłam do pracy, a wieczorem dostałam gorączki… --> praca chyba jednak mi szkodzi

Wtorek – poszłam do pracy… eh… jak ten tydzień się wlecze

Środa – poszłam do pracy, i awansowałam. Wreszcie!

Czwartek – poszłam do pracy… przed wejściem dostałam Danio. Los się wreszcie do mnie uśmiechnął

J

08:44, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 sierpnia 2005
z przyjemnością :)

I'm off for hols

J

14:11, wiedzma_kostropata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2005
jak nie klątwa to sraczka

- Wiesz co, postanowiłam, że ludzie to jednak muszą mieć problemy

- Przerażająco stanowcze postanowienie

- To prawda

- A czy wzięłaś pod uwagę, że w przeciwnym razie mogliby być szczęśliwy

- Ależ oczywiście

- I nie przekonał cię ten argument?

- Szczerze mówiąc… nie bardzo

- Hm… ludzie mogą być zupełnie innego zdania

- A czy to jest istotne?

- Właściwie…

- Moja droga, to nie jest istotne. Nikt nigdy nie pytał się ich o zdanie i lepiej, żeby tak pozostało. Tworzenie precedensów bywa… niebezpieczne. Pomyśl jak trudne, albo wręcz niemożliwe byłoby ustalenie czegokolwiek, gdybyśmy pozwoliły im zająć miejsce w łańcuchu decyzyjnym. Zaczęłoby się od kłótni, przepraszam, od dyskusji, albo wręcz referendum, kto kogo ma kontrolować i w jakim stopniu. Potem powstałaby komisja do zatwierdzania naszych wniosków. Komisja musiałaby mieć oczywiście prezesa, vice prezesa, sekretarza, sekretarkę, siedzibę - najlepiej wyłożoną marmurami i oczywiście jakąś szumną, wpadającą w ucho nazwę. Komisja stworzyłaby tysiące wniosków, formularzy, wprowadziłaby opłaty i godziny przyjmowania interesantów w wyniku czego, sprawienie komuś Problemu stałoby się hm… problematyczne. A potem powstałaby komisja do badania działań komisji…

- Przestań! Błagam przestań!!!

- Sama widzisz… precedensy nie są dobre.

- Zgadzam się! Zgadzam się w stu procentach. Mogłabym się zgodzić nawet w dwustu, ale to byłoby głupie.

- Bardzo głupie.

- Ale tak sobie myślę, że mimo wszystko ludzie mogą nie zrozumieć twoich motywów.

- Naprawdę?

- Naprawdę

- Oh, przecież to oczywiste…

- Hm?

- No tak, wyobraź sobie świat bez problemów.

- Mhm…

- Już?

- Tak. Ślicznie.

- Nie zemdliło cię jeszcze?

- Nie. Fajnie tak popatrzeć na szczęśliwych ludzi.

- Tak, szczęśliwi, mili dla siebie, grzeczni, ułożeni i piękni.

- Mhm…

- A teraz poszukaj nas

- Nie ma…

- Otóż to!

- Ojej!

- Właśnie. Ojej.

- Wiesz co, właśnie stwierdziłam, że masz rację. Ludzie muszą mieć problemy.

- Wiedziałam, że się ze mną zgodzisz.

- Jesteś przenikliwa.

- Aha

- Wiesz co, ta wizja trochę mnie przeraziła, pójdę chyba rozładować frustrację

- Pograć w tenisa?

- Nie, poszukam kogoś, kto zjadł śliwki z siadłym mlekiem.

- Tylko nie męcz go za bardzo, kochana – rzuciła Klątwa do oddalającej się Sraczki.

09:28, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2005
miara czasu

zegarek w kuchni spieszy się 3 minuty

zegarek w łazience spieszy się 4 minuty

zegarek w pierwszym pokoju spieszy się... ale nie wiem ile

zegarek w drugim pokoju spieszy się jakieś 7, 8 albo 9 minut - trudno powiedzieć, bo on ciągle pszyspiesza

zegarek w telefonie teoretycznie chodzi dobrze, ale pewnie się spóźnia, bo on tak ma...

zegarek w wieży... ten to w ogóle chodzi jak mu się podoba, i proste działania matematyczne typu odejmowanie, dodawanie nie zdadzą tu rezultatu. zresztą komu by się chciało pamiętać, że żeby uzyskać właściwą godzinę trzeba odjąć 3 godziny i dodać 17 minut?

zegarek w dupsku Canisa chodzi bardzo punktualnie. Godzina ósma a pies przy mnie :)

Zapamiętanie tego który zegarek, ile, i w przód czy w tył to jest dopiero wyzwanie dla pamięci!

A i tak wszystko się rypnie jak wyłączą prąd - bo się wyzerują cholery...

:)

08:02, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (3) »
piątek, 19 sierpnia 2005
harmata!

czas wytoczyć ciężką artylerię.

idę jutro do fryzjera...

10:24, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (4) »
wtorek, 16 sierpnia 2005
ah cóż to był za cwał

to był cwał w zupełnie dzikim stylu :)

wiedźma brykała na kobyłce, a kot na siwku, który pochodzi ze stajni z Janowa. Siwek jest prawdziwym koniem wyścigowym, swego czasu brykał na służewcu, ale teraz choć jeszcze stary nie jest, bryka tylko po łąkach i lasach :) Ale za to do brykania chętny jest jak mało kto. No a kobyłka ma dumę wielką jak jej zadek :)

no więc wracaliśmy sobie do domu po łagodnym spacerku - znaczy się ani konie ani my się nie wybrykaliśmy - została nam ostatnia prosta na łączce :)

No to co? - wrzasnęła wiedźma do kota - Galopkiem? :)

No to galopkiem - odparł kot - i smyrgnął leciuśko, leciusieńko łydeczką swojego siwka. A ten jak nie skoczy. normalnie z miejsca w galop, a po dwóch krokach w cwał!

No moja kobyłka jak to zobaczył, jak wystartowała, no przecież siwek nie może jej uciec, ona nie może być gorsza. Ale że większa, cięższa (bo w ciąży, a nie dość że w ciąży to jednego małego czorta już ma, jest tak samo wredny jak mamusia) to troszkę dłużej się rozpędzała. No jakieś cztery kroki, a potem runęła jak taran. Czułam się jakbym siedziała na rakiecie. Że ona ma taki pałer w dupie to ja się nie spodziewałam :)

A my? A my złapaliśmy się mocno grzyw, toczki nam na oczy pospadały, wiatr wycisnął łzy z oczu, ale nie spadliśmy :) Łączka się skończyła to i udało nam się konie zahamować i elegancko - znaczy w jednym kawałku - wrócić do domciu :)

A potem post factum poznaliśmy nową zasadę użytkowania konika : nie galopuje się do domu, albowiem ponieważ konie wtedy często ponoszą i jeźdźców zrzucają, zwłaszcza jeśli są to byłe konie wyścigowe, albo mamy, które się spieszą do swojej pociechy, która była została na padoku.

08:22, wiedzma_kostropata
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17